| O mnie |
|
| kate305 |
37 ,
Wrocław |
| Słówko o mnie |
| Tyle dobrego, co jest we mnie.
Nie wypuszczę tego, bo nie chcę.
Tyle dobrego, co jest we mnie. Nie ma tego, a jednak jest:) |
| Zobacz mój profil |
|
 |
|
|
piątek, 04 luty 2011, 15:09
|
Piątek, jak dobrze...
Potrzeba mi ciepłej wody w wannie, gorącego kubka melisy i nadziei na lepsze jutro.
Zrobiłam się jakaś nadmiernie ckliwa, nawet uśmiech małego dziecka rozczula mnie do łez.
A z oknem zima, niby pachnie wiosną, ale to za mało, by uwierzyć...
Niedobrze, zdecydowanie klapa, po całej linii...
... Czasem tęsknię za tupotem małych stóp.
Nazbierałam trochę żalu, a teraz patrzę jak się przelewa z oczu do rąk.
Nic się nie stało.
Czas lirycznienia.
http://niemozebnosc.blogspot.com/2010/03/lirycznieje.html
|
|
Komentarzy:
1
|
|
piątek, 21 styczeń 2011, 10:43
|
"Przypadek jest tylko batem, którego przeznaczenie używa do popędzenia tego, co i tak nieuchronne”.
Janusz Głowacki |
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 08 styczeń 2011, 17:07
|
|
Bo to już za chwilę przyjdzie wiosna.
Nawet się nie spostrzeżesz,
gdy usiądziesz na ławce i pomyślisz o mnie.
Zaczniesz liczyć dni i miesiące
aż palców zabraknie
na nasze codzienne życiobranie.
Więcej... http://niemozebnosc.blogspot.com/#ixzz1ASZzQ1YF
Wiosennie dziś bardzo.
Zapomniałam o tym, że to już tych wiosen tak dużo. Ta szóstka przerażała mnie przez cały tydzień, aż w końcu ją oswoiłam. W zasadzie to nic się nie zmieniło.
Skończyłam ostatnią fiolkę czerwono zielonych kapsułek. I na razie nie dzieje się nic, prócz zwyczajnego, przeziębieniowego bólu gardła.
Wyleczyłam się z chęci urodzenia dziecka. Czy na zawsze?
Na razie tak wygodniej, na pewno.
Czekam na wiosnę, kwietniową. Góra śniegu przed naszym domem z dnia na dzień coraz niższa. Ale nie dam się oszukać. Wiem ze zanim przyjdą lżejsze sny i śniadania na tarasie, trzeba będzie jeszcze poczekać, trochę łez wylać, jeszcze ciut ponarzekać....
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Gdy niebo na głowę spada...
środa, 17 listopad 2010, 12:31
|
Zwyczajnie żyć trzeba
noga za nogą
zbierać kurz
szeleścić kolejną jesienią
A tam hej z góry
niebo na głowę spada
jej dobrym spojrzeniem
droga coraz krótsza
Więcej... http://niemozebnosc.blogspot.com/#ixzz15XQp6ef7
Ach, piękne to, tak w sam raz na miarę dzisiejszej mnie ...
Smutek gra w duszy jesienną melodię...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
Byle do piątku
środa, 27 październik 2010, 10:56
|
| Bezlitośnie zbliża się piątek, jak wyrocznia dojrzewa w okienku kalendarza… Nie boję się bardziej niż powinnam, może tylko sny sa jakieś takie przerysowane. Łyk kawy staje w przełyku, jak duża okrągła pigułka… Czy w piątek coś się zmieni? |
|
Komentarzy:
2
|
|
Ciężka noc
piątek, 22 październik 2010, 09:44
|
Dlaczego masz takie zaczerwienione oczy, zapytał mnie właśnie kolega.
Coś źle dziś spałam, skłamałam...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 15 październik 2010, 14:05
|
| 13:57:32
jesteś lepszy ode mnie
13:58:03
no coś Ty
13:58:06
jesteś lepszy o głowę
13:58:11
:*
13:58:17
ale nie o niebo
13:58:19
kocham CIę
13:58:37
nie wiedziałam, ze mozna kochać kogoś aż tak mocno :)
13:58:38
ja Ciebie bardzo:*
13:59:04
i nie wiedziałam, ze mozna kochać kogoś tak długo z każdym dniem coraz mocniej :)
13:59:16
:*
13:59:18
można
|
|
Komentarzy:
3
|
|
Dziesiąty Dziesiąty Dziesiąty...
niedziela, 10 październik 2010, 16:04
|
Czy wiesz, jaką dziś mamy datę, zapytał D., kiedy gapiłam się w lustro, sprawdzając stan wakacyjnej opalenizny... No wiem, mamy październik, w lesie nie ma już grzybów, za wcześnie, jak na tę porę, urodziny T. się zbliżają, Dzien Nauczyciela za pasem, i święto mojej mamy, wieczory juz dłuższe, zbyt chłodne na ławkę w ogrodzie... październik...
Dziś mamy 10.10.10 ...
D. wygolił sobie nową brodę. Dobrze mu w niej ;-) Nigdy nie całowałam faceta z brodą, nigdy wcześniej... ;-)
John przyznał dziś, wcinając trzeciego krokieta, że całują się z Vincenzą w łazience, kiedy nikt nie widzi. Zapytałam, czy to fajne uczucie... Super fajne, odpowiedział...
Ben waży całe 37 kg. Dużo :-) A i tak mam wrazenie, ze jest cięższy..
Wróciłam z imprezy integracyjnej... Co za firma... W takiej jeszcze nie pracowałam...
Mój chrześniak T. za trzy dni skończy 18 lat... Pamiętam, kiedy wrociłam z wakacji, a moja siostra E., powiedziała mi, ze spodziewa się dziecka, i, że będzie to chłopiec. Pomyślałam, że musi to być Tomek... Moja pierwsza wakacyjna miłość... Jeszcze wspominałam jego imię, kiedy trzymałam go do Chrztu... To było 18 lat temu. Miałam wtedy 17 lat...
W środę urodziny Tomka, osiemnaste...
Zauważyłam pierwszy siwy włos... Cholera, jak ten czas leci...
A dziś 10.10.10...
Fajnie to wygląda... Ja ciągle mam .... 35 lat
|
|
Komentarzy:
1
|
|
Uciekasz mi życie...
czwartek, 23 wrzesień 2010, 11:34
|
pomiędzy niedzielami
a ja oswajam twoje humory
kremem przeciwzmarszczkowym
niebieską sukienką
której oparł się czas
wszystkiego życiowego mi nie przynoś
pozwól na margines szaleństwa
w tym przemijaniu
Więcej... http://niemozebnosc.blogspot.com/2010_04_01_archive.html#ixzz10LMlAktZ |
|
Komentarzy:
0
|
|
Był i Kraków, i urok...
poniedziałek, 19 lipiec 2010, 13:00
|
i romantycznie też było:)
Była ulewa i dwie godziny uwięzienia pod Sukiennicami :)
A ten urlop się dopiero zaczyna :) |
|
Komentarzy:
1
|
|
Nasz wierny przyjaciel Pech
sobota, 17 lipiec 2010, 10:20
|
Miałam być dziś w Krakowie. Właśnie, miałam :(
Zamiast tego siedzę przy drugiej kawie, zastanawiając się, co dalej. Wczorajszy wieczór obfitował w nie lada atrakcje: walka z jaśkowym rotawirusem przeplatana o chwila z doglądaniem Bena poddanego wcześniejszej narkozie (skończyło się na usuwaniu opornej dwójki).
Łatwo nie było...
Idę parzyć jagody.
Może się uda pojechać po południu.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Gorącoooo !!
środa, 14 lipiec 2010, 13:13
|
Nastał czas 30-stopniowych upałów. W pracy gorąco, w domu też. Chłodzimy się w basenie za domem i cieszymy się z lata. Po tak podłej zimie, takie upały nawet nie straszne.
Ben nie mógł sobie wybrać lepszego czasu na zmianę zębów, biedak męczy się niemiłosiernie, ale z dnia na dzień staje się dumnym posiadaczem stałych wielkich łopatek :)
Jaś szykuje się na pierwsze poważne dwutygodniowe wakacje bez nas. Od soboty jesteśmy z D. wolni jak ptaki, mamy siebie dla siebie, w końcu :) Już w ten weekend wybieramy się do Krakowa. W kolejny weekend w pięknej karczmie nad wodą będziemy gośćmi weselnymi mojego kuzyna J. O karczmie tej pisałam dawno dawno temu, kiedy początki jej budowy odnalazłam w starej piaskowni. Istny raj na ziemi :) Oj, będzie romantycznie:)
Do urlopu ciągle daleko. Lepiej nie patrzeć w kalendarz. Poza tym, śledząc ostatnie wydarzenia, majace miejsce w życiu naszej rodziny i bliskich, dochodzę do wniosku, ze nie warto planować.
Cieszymy się tym, co tu i teraz. Nigdy nie wiadomo, czy jutro będą ku temu powody.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Strach
środa, 07 lipiec 2010, 13:40
|
Dziś w nocy miałam straszny sen. Wypadały mi zęby, jeden po drugim, plułam nimi i ciągle ich w ustach przybywało, aż do momentu, gdy poczułam, że nie mam już ani jednego. Straszne uczucie, nie mieć zębów. I straszna świadomość, po przebudzeniu, że ten sen, jak czarny kot, pojawił się własnie teraz, by zwiastować zło.
12 października 2009 r. miałam dokładnie ten sam sen. Dwa dni później leżałam zwinięta w kłębek na szpitalnym łóżku, opłakując stracone, niespełnione marzenie, a tak naprawdę coś o wiele wiele więcej.
Tak bardzo boję się o J., o D. również. Wiem, że ten strach jest irracjonalny, tłumaczę sobie, ze wcale nic się nie zdarzy, że to tylko kilka podłych dni, które miną.
Czuję, ze jeśli nie wezmę się w garść, będzie ze mną źle.
Dziś zabiorę J. i D. na długi spacer, weźmiemy Bena i pójdziemy daleko, daleko, zmęczyć się tak, bym mogła przestać myśleć. |
|
Komentarzy:
2
|
|
Człowiek uczy się całe życie :)
piątek, 28 maj 2010, 11:15
|
Uczę się oszczędzać. Naprawdę. Ja, która generalnie nigdy na takie numery namówić się nie dała, bo zwyczajnie nie wierzyła, że się da.
Ale jak to mówi mój ojo, przyszła kryska na Matyska. Wydatki pilne, ale nie najpilniejsze poczekać muszą na swoją porę, zbędne „pierdoły” dojrzeć na kartce ze spisem wydatków, nie mówiąc już o „frykasach i luksusach”, na które wcale, a wcale ochoty nie mamy, a nawet jeśli mamy, to przecież wszystkiego w życiu nie można mieć.
Strony dobre tego oszczędnościowego szaleństwa są dwie – kasa w portfelu jakby przestała ubywać, a sumienie moje, spokojne jak nigdy dotąd.
Człowiek uczy się całe życie :) |
|
Komentarzy:
2
|
|
Do lata piechotą...
niedziela, 16 maj 2010, 12:05
|
Niedziela leniwa i zimna. Miał być grill, będą mule w pomidorach.
Ben leży na moich stopach i podgryza mi palce, a ja słucham letniej muzyki i zachwycam się bzem w wazonie.
Tęsknię za słońcem tak bardzo, ze w proteście postanowiłam nie wychodzić dziś wcale z domu ! Kto to widział, 10 stopni w maju!
Taki jakiś bardzo specyficzny ten czas, czuję, że będziemy go dobrze wspominać, sama nie wiem dlaczego.
Czwartek będzie dniem sądnym :-) Czekam na czwartek i zastanawiam się, dlaczego jestem taka spokojna...
Będzie dobrze, musi być :-)
www.youtube.com/watch |
|
Komentarzy:
0
|
|
Wyjątkowo zimny maj ...
piątek, 14 maj 2010, 15:22
|
Czekałam na niego, jak co roku. Niby zimny, ale jest, musi być, skoro i ja tu dziś jestem...
Za oknem leje. Wróciłam z szybkich zakupów i zastanawiam się nad tym, co zrobić, by poczuć znowu siłę w sobie...
Wszystko dobrze, ale...
Mam nową pracę, którą sama sobie wymyśliłam i zorganizowałam, mam psa o którym marzyłam całe lata, wracam do dawnej siebie..., pomału, ale codziennie krok na przód i cieszy mnie, że się udaje :-)
Mam święty spokój, wszystkich w domu, myśli poukładane...
A jednak czegoś brak :-)
Własnie ktoś na gg pyta mnie czy szukam kochanka. Czy ja wyglądam, jakbym szukała?
Nie, proszę pana, mam cudownego męża, jestem do szaleństwa zakochana, a w łożku, proszę pana, jest nam ciągle tak dobrze, kiedyś :-)
Generalnie to ja w ogóle jestem strasznie szczęśliwa. No może, gdyby jeszcze przestało padać ;-)
|
|
Komentarzy:
2
|
|
Namówić osła na balet
piątek, 20 listopad 2009, 13:26
|
Już któryś raz zastanawiam się, dlaczego tak ciężko mi wrócić do pisania…
Może dlatego, że zgubiłam gdzieś tamtą Kate, ale przecież kiedy czytam to wszystko, czuję jak bardzo jest moje… Może teraz nie mam tylu lekkich myśli w głowie, może uśmiecham się trochę rzadziej, ale dwie dziurki w policzkach na tej samej twarzy przecież.
Fakt, ludzie się zmieniają, świat się zmienia, ja się zmieniłam… Emocje się zmieniają, marzenia się zmieniają, przyzwyczajenia również. Nie zmiania się nigdy jedno – dążność do szczęścia.
Po ciężko przeżytym poronieniu w końcu 12 tego tygodnia, po burzach w pracy, po chorobie Jasia, po straconych marzeniach, doszłam już do siebie. Jestem znowu na etapie czystej kartki, którą można zacząć zapisywać, kolejnymi planami i marzeniami, wierząc, że los się do nas w końcu zacznie uśmiechać.
|
|
Komentarzy:
7
|
|
Uszczęśliwię się na siłę!
czwartek, 02 lipiec 2009, 13:43
|
Obiecałam sobie cieszyć się zawsze wraz ze wschodem słońca, każdego ranka na nowo. Dostrzegać przyszłość, ale nigdy nie poświęcać dla niej teraźniejszości. Przyjmować miłość, ilekroć spotkam ją na swej drodze, i przenigdy nie odkładać niczego, co może mnie uradować. |
|
Komentarzy:
7
|
|
Ogólne deja vu i czas, który cieszy…
środa, 10 czerwiec 2009, 14:55
|
Mam takie wrażenie, jakby to wszystko działo się już kiedyś wcześniej…
Czas dojrzewających czereśni, wokoło piętrzące się kłopoty, zmartwienia małe i duże i spokój w moim środku. Zapach spokoju. Poczucie, że to jest dobry czas:)
Zmieniam się kolejny raz:) Jestem tak bardzo świadoma tej zmiany, że zamiast się dziwić i niedowierzać, uśmiecham się tak, jakbym na to czekała od dawna, zupełnie tak, jak gdyby receptę na życie można było znaleźć w popularnym poradniku.
Znów tyle się wydarzyło od czasu ostatniej notki….
Pożegnaliśmy Tylka Dacka (nazywałam go tak, będąc małą dziewczynką, a on wołał mnie „Kaciucha”), bardzo nagle i niespodziewanie odszedł, widocznie miał dość samotnego życia, długo czekał na spotkanie z M. a teraz pewnie spacerują sobie po niebieskiej łące…
15 letnia kocica mojej mamy pierwszy raz w życiu została mamą, w wyniku czego stałam się posiadaczką rudo-burego kocurka. Na cześć po rudym wujku, słynącym z waleczności i dość dużych rozmiarów, otrzymał imię Max:) Mam więc zajęcie po godzinach, daję się drapać i pozwalam prychać z zachwytem zaglądając w jego rozbrajające wielkie błękitne oczy:)
John rośnie w oczach, poważnieje, nadal jednak do szaleństwa zakochany w A., wierny z niego będzie mężyczna, no chyba, że to się zmienia wraz z wiekiem:)
Poddasze się wykańcza, bardzo wolno, niestety, ale sukcesywnie. Przestałam nagle być niecierpliwa w tej sprawie:)
W ogóle zmieniłam podjeście do wielu spraw:) I bardzo mnie to cieszy…
Całuję :) |
|
Komentarzy:
3
|
|
Samotność jako terapia dla ciała i duszy
piątek, 08 maj 2009, 14:16
|
Miało być zupełnie inaczej. Ponieważ John po długim weekendzie u teściów postanowił zostać u nich na cały tydzień, planowaliśmy sobie, że te kilka dni bez niego będzie tylko nasze, dla nas, o nas, tylko my i już. Sprawa rypła się już w poniedziałek, kiedy D. oświadczył, że do środy go nie będzie, bo ma spotkania z Japończykami, a od czwartu go nie będzie, bo ma szkolenie gdzieś pod Bydgoszczą. Nie robiłam scen, wiedziałam, że i jemu jest przykro z tego powodu. Taka okazja trafiła się nam pierwszy raz od ponad czterech lat, a drugiej takiej nie będzie pewnie szybko.
Zostałam sama.
Pomyślałam, że to nie jest złe, odpocząć od wszystkich, pobyć sobie sama ze sobą, zadbać o swoje ciało i duszę.
Nie przywykłam do takich dni. Nie umiem sama jeść, nie umiem sama spać, nie umiem sama odpoczywać:) To chyba jakieś dziwactwo, ale tak właśnie jest.
Zabijałam czas sprzątaniem domu, pracą w ogrodzie, próbowałam odrywać się na tarasie, szło jak krew z nosa:)
Z całej sytuacji najbardziej skorzytała Eljot, otrzymując potrójną dawkę miłości co dnia:)
Kończy się ten tydzień, D. wraca dziś w nocy, a jutro jedziemy po Johna.
Może do końca nie było tak źle, czuję w sobie nowe pokłady sił i apetyt na życie:)
Całuję Was:) |
|
Komentarzy:
3
|
|
Gdy nie ma dzieci w domu...
niedziela, 03 maj 2009, 18:14
|
;)
Cały tydzień nasz;-))) |
|
Komentarzy:
1
|
|
Do lata piechotą ...
niedziela, 19 kwiecień 2009, 18:40
|
Majowo bardzo, choć to jeszcze nie maj. Na polnej zakwitło wszystko wkoło, tulipany, stokrotki, niezapominajki, obsypane kwiatem czereśnie, śliwki i brzoskwinie, bez pachnie jak szalony, choć cały w pąkąch dopiero, gałązki jabłoni oblepione grubo różowym kwiatem, brakuje tylko magnolii, ale i magnolię będę miała kiedyś, już niedługo…
Nie pamiętam takiej wiosny, kiedy wszystko kwitło na raz, nie pamiętam…
Wróciliśmy z poddasza. Pierwszy skos już zrobiony, gotowa konstrukcja pod regips. W przyszłym tygodniu zrobimy drugi skos, a potem ściany szczytowe i działowe. D. robi to sam, z moją pomocą, widzę ile radości mu to sprawia. Wygląda, ech, jak on wygląda, w starych podartych jeansach, ze skórzanym pasem na narzędzia na biodrach:) Mieśnie jego pleców i ramion drgają pod cieńką warstwą bawełnianego podkoszulka… Widzę, jak na jego skroniach pojawiają się błyszczące kropelki… Wygląda tak, ech …. Nie to, co w gajerze, spodniach na kant i koszuli zaklętej w krawat….
Mi też daleko od damy:) Paznokcie blade, przypiłowane krótko, włosy spięte wsówkami bez grama lotionu, na stopach ogrodowe lapy…
Wczoraj balansowałam na drabinie, wysoko pod krokwiami i „łapałam skosy”, w bojówkach, ubrudzona po kokardę, poczułam, że właśnie tu jest nasze miejsce, że tu właśnie jestem szczęśliwa, że właśnie znów zaczyna się wszystko od nowa…
Eljot zaczyna przygodę z naturą. Pierwsze dni spędzone na dworze podniecają, ekscytują, nie wiem, czy więcej w niej strachu czy chęci odkrycia.
Z uchylonego okna czuć zapach dymu, D. rozpala z tyłu ogrodu grilla.
Słońce wysoko, hamak rozpięty, nikt nas nie widzi, tylko usiąść i …cieszyć się tym wszystkim;-)
Całuję ;-)
http://martynkaa.wrzuta.pl/audio/2fGarmiQrgS/bajm_-_piechota_do_lata |
|
Komentarzy:
4
|
|
Teleleniuchowanie
piątek, 17 kwiecień 2009, 18:19
|
Wczorajsza wizyta prababci odbiła się wielkim piętnem na naszym domu, wszystko lśni, błyszczy i pachnie, a to oznacza, że dziś mamy dzień leniucha.
Wprawdzie plany były takie, by spędzić ten wieczór na poddaszu, ale oboje stwierdziliśmy, że jesteśmy zbyt bardzo zmęczeni...
A więc laba:) D. pojechał po piwo i wino, popcorn gotowy, by wskoczyć do welli, lista filmów właśnie się tworzy:)
Zaraz wskakuję pod prysznic:)
A potem w dres i na łóżko, prosto przed telewizor:)
Ach, jak mi sie takiego wieczoru chce:)
Będzie pyyyyysznie:)
Ktoś wczoraj dziwił się, jak ja mogę planować telewizor w sypialni na poddaszu!
Ha, ja sobie sypialni bez telewizora w ogóle nie wyobrażam! Może dlatego, że oglądam go raz na dwa tygodnie:)))) Ale za to jak!
Miłego wieczory Wam :) |
|
Komentarzy:
0
|
|
I am a woman in love
sobota, 11 kwiecień 2009, 19:59
|
Zakochałam się:)
Czwarty raz w życiu:)
Żadna to okrągła rocznica, ale... zakochać się, to jest coś:)
http://www.youtube.com/watch?v=BHqAllSQ_eM
P. S. Kolorowych, pachnących, Waszych Świąt:) |
|
Komentarzy:
4
|
|
Dość smutkom i Persenowi czyli wielkanocne porządki w duszy
wtorek, 07 kwiecień 2009, 14:54
|
Wracam od wczoraj do siebie. Za mną ciężkie dni, trochę rozdczarowań, trochę za dużo nerwów, ale przecież trzeba to w końcu uciąć, mam dla kogo żyć, mam kogo kochać, mam moje życie i muszę się z tego cieszyć, zanim będzie za późno.
W pracy coraz więcej, coraz szybciej i znów coraz bardziej stresowo, ale ten stres jest nieodłączną częścią moich obowiązków i nawet go lubię.
Za oknem gorąc. Aż trudno uwierzyć, że po tak długiej zimie od razu nastały dni z temperaturą ponad 20 stopni, jakoś odzwyczaiłam się od krótkich rękawków i lekkich spodni:) Z tym większą ochotą zaglądam teraz do szafy. Ach, to lato już?;)
John od niedzieli uwięziony w domu. Złapał biedak wiatrówkę, siedzi z nosem przyklejonym do szyby i liczy dni do końca choroby. Z cudem graniczy utrzymanie go w domu.
Z powodu choroby J. musieliśmy odłożyć wielkanocny wyjazd, ale to akurat mnie cieszy. Mam wielką ochotę spędzić te święta w domu, w składzie 2 plus 1:)
Wczoraj wstąpiła we mnie ogromna ochota na porządki i ze śpiewem na ustach latałam ze ścierkami i ściereczkami prawie do północy.
Od przyszłego tygodnia zaczynamy wykańczać górę:) Już nie mogę się doczekać! Kupa roboty przez nami jeszcze, ale myśl, że rok temu na podwórku stały palety z Ytongiem, a dziś mam już cudny dach dodaje mi wiary, że nie ma góry, na którą bym nie weszła.
Całuję :) |
|
Komentarzy:
7
|
|
Czasem nie jestem sentymentalna, czasem jestem zimna jak lód
środa, 01 kwiecień 2009, 20:35
|
Była dla mnie prawie jak mama, więcej niż przyjaciółka i bardziej, niż bliska.
Odeszła, wczoraj to zrozumiałam, że już jej nie mam.
To ona odbierała mnie z przedszkola, gdy miała kilka lat, przynosiła dla mnie prezenty, kupione za uciułane kieszonkowe (ja pierwsza miałam w przedszkolu kostkę Rubika:) i prawie codziennie Donalds’y), malowała mi paznokcie w tajemnicy przed mamą, pozwalała mi bujac się w jej fotelu z jej słuchawkami na uszach i słuchać muzyki ze szpulowego magnetofonu…
To ona kupiła mi pierwsze Wrangler’y w Pewexie, to u niej piłam pierwsze w życiu piwo Fax, to w pożyczonych od niej ciuchach chodziłam na dyskoteki…
To ona do dziś wspomina łzy mojego pierwszego w życiu chłopaka, którego z zimną krwią porzuciłam, nasze wyprawy na basen, układanie włosów na lokówce oraz naukę chodzenia na wysokich obcasach…
Nie ma jej już.
Odeszła.
Trudno…
Płakałam po niej całe 3 dni, na dłużej nie starczy mi łez.
Skrzywdziła wiele bardzo bliskich mi osób! Nie ma dla niej miejsca już w moim sercu. Mimo wspomnień i mimo tego, co jeszcze do niedawna do niej czułam.
W tym przypadku nie umiem być sentymentalna.
Jak to ona mówi, live is life…
|
|
Komentarzy:
4
|
|
Wiosna?
piątek, 20 marzec 2009, 14:43
|
Jestem, wróciłam, mam nadzieję, na dobre… Po długiej mroźnej, cichej nipokojąco zimie...
I nic, jestem może bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca…;)
To, że pare osób się o mnie tu dopominało, jest przyczyną moich rumianych policzków dziś, także całkiem blada nie jestem:)
Mówią, że od dziś, dokładnie od godziny 12: 44 mamy wiosnę, wiosnę za oknem, bo na tę w sercu trzeba przyjdzie mi dłużej poczekać, ale nie tracę nadziei:)
Po tak długim czasie niepisania trudno się zebrać, w każdym razie ja mam z tym problem.
Czy pisać o rzeczach, których echo już dawno przebrzmiało we mnie, czy o tych sprzed chwili?
Czy o pierdołacha? Czy faktach ważnych tak bardzo dla mojego życia, że aż strach?
W zeszłym tygodniu o tej porze piłam martini z kolegą, pod biurkiem, po kątem, po cichu:) Świętowałam całkiem spory sukces zawodowy ( nie każdy tuż po przegranym przetargu otrzymuje informację, że jednak dostaje całość puli, jako zwycięzca). Od tego czasu zwycięstwo mi już spowszedniało, ba, nawet zdążyło wjeść za skórę;)
Czas biegnie, a ja razem z nim. Nie ma czasu kiedy zwolnić, choć wiem, że nie warto gonić, nie umiem wysiąść z tego expressu:) Doszłam nawet do wniosku, że chyba lepiej nauczyć się pogodzić w tym tempie żyć, ale jakie to życie:)
Od dziś obiecuję:) Z ręką na sercu:) Wiosna przecież temu sprzyja:)
Całuję :)
P.S. Miałam napisać o rzeczach ważnych, a tu takie banialuki, ech...
Po samą kokardę:)))
|
|
Komentarzy:
4
|
|
To już koniec karnawału
wtorek, 24 luty 2009, 19:40
|
Spadłam ze schodów i potłukłam sobie pupę
chodzę pochylona ostrożnie
nie mogąc się kochać jak szalona
ani zatańczyć w ostatnią noc karnawału
Mówią, dobrze, że się podniosłaś
że jesteś cała
Nikt nie patrzy, że serce zostało na schodach
|
|
Komentarzy:
9
|
|
Nie czytać, proszę bo…
wtorek, 24 luty 2009, 15:15
|
… bo będzie to krzyk wyrwany prosto z serca, niczym z klatki dziki ptak….
zgubiałam gdzieś w całym tym zimowym bałaganie siebie, nie ma mnie…
nie umiem już ani piasać, ani kochać…
Żyję bez emocji, bez błysku w oczach, bez bicia serca, wykonuję codzienne czynności jak robot, zupełnie mechanicznie, tak, jakbym to była nie ja.
Jestem przykładną żoną, troskliwą matką, dobrą gospodynią domową. Jestem doskonałym specjalistą w mojej branży, dobrą siostrą, kochaną córką, miłą sąsiadką, świetną koleżanką… ale nie wiem, ile jeszcze tak pociągnę…
I boli mnie to bardzo… tak bardzo, że czasem chce mi się wyć! Najczęściej jednak rozsądek ucisza serce, odbierając mu prawo głowu, nakazując czekać na lepszy czas…
Chcę znów malować paznokcie o 2 nad ranem z lampką szampana na pralce, słuchać muzyki i śmiać się do łez, chcę zasypiać z uśmiechem na ustach wspominając to, co dał dzień i budzic się pełna nadziei na to, co przyjdzie, chcę mieć znów głowę zieloną, nabitą marzeniami po kokardę… ech…
… nie umiem już ani piasać, ani kochać… |
|
Komentarzy:
3
|
|
Taki wieczór, jak dziś
piątek, 30 styczeń 2009, 21:13
|
Wróciłam z pracy i skończyłam czytać "Doktorów". Już wczoraj o północy znałam zakończenie, ale trzy ostatnie strony książki zostawiłam sobie na później. Piękna książka, cudnie opowiedziana historia, wielka miłość, na którą czeka się całe wieki. (Zastanawiam się, czy miłość spełniona jest mniej piękna od tej, za którą płaci się latami samotności i rozczarowań).
Łzy zaświeciły mi w oczach. Ocierając je pomyślałam, że dziś jest właśnie jeden z tych dni, w których pozwalam sobie na ckliwość, kiedy jestem dziwnie spokojna, zamyślona i uduchowiona.
Popatrzyłam w lustro i pomyślałam, że dziś wyglądam tak, że mogłabym się pokazać całemu światu, nawet w tych wytartych jeansach i sportowej bluzce z odkrytymi ramionami.
Po kilku cichych dniach w domu, od rana panuje pokojowa atmosfera. Uśmiecham się sama do siebie:) Muzyka, obojętnie czy w samochodowym radio, czy na biurku kolegi, czaruje w mojej głowie dziwne myśli. Kawa pachnie inaczej niż zwykle, praca daje satysfakcję, serce, o dziwo, przestało boleć, czuję się lekka i szczęśliwa.
Dziś jest taki wieczór, kiedy to najchętniej porzuciłabym domowe rytuały, Jaśka, Eljota i ulubione kapcie i w mgnieniu oka znalazłabym się gdzieś w hotelowym pokoju z widokiem na granatowe niebo pełne gwiazd.
Szykując Johnowi kąpiel, poczułam ostry ból z lewej strony brzucha...
To tłumaczy już wszystko;)
Nalałam nam wina, właczyłam muzykę, zamknęłam drzwi od pokoju Johna, usiadłam w fotelu obok męża...
Może w końcu pogadamy, pośmiejemy się, odpoczniemy od wrogich min.
To wystarczy. Oboje postanowiliśmy, że nie chcemy już więcej dzieci.
Miłego wieczoru:)
|
|
Komentarzy:
4
|
|
| Statystyki |
Odwiedziło mnie:
16576
|
Zostawiło swój ślad:
1416
|
|
Wpisało się do Księgi:
3
|
|
|